Szukaj:Słowo(a): zatrucia pokarmowe u dzieci
Opiszę Ci pewną znaną mi rodzinę z 3 dzieci. Rodzice ( oboje )pracują na
pełnych etatach, żeby zapewnić dzieciom jedzenie, ubranie ( może w mniejszym
stopniu bo jedno "donasza" po drugim), nauke języków. Matka pada na nos (
wychodzi o 7.00 wraca po 17.00), obiadów nie jadają- nie ma czasu ugotować,
łózka porozwalane ( chłopiec bardzo zdziwiony zapytał kto u nas ściele i oczy
zrobiły mu się okrągłe jak spodki gdy dowiedział sie, że każdy swoje, w tym mój
12 syn też),dzieci ubrane nieadekwatnie do pogody i stale chore ( infekcje,
zatrucia pokarmowe 4-5 razy w roku), ale zdarzają sie i poważniejsze choroby.
Dzieci nie są ze sobą zżyte ( określenia" moja wstrętna siostra "gości na co
dzień w ich słowniku).O wakacjach raczej moga pomarzyć i pozazdrościć kolegom
własnie czterogwiazdkowych hoteli ( a przy okazji dokuczyć tym którzy gdzieś
byli i cos widzieli, zniszczyć przywiezioną pamiątkę, powyśmiewać się). W tej
rodzinie ( a nie są to lumpy- oboje rodzice z wyższym wykształceniem z tzw.
dobrych domów) nie ma pieniędzy nawet na wyjazd pod namiot.Wakacje spedza się
przed telewizorem lub włócząc się po ulicach nie wiadomo z kim.
To także obrazek wielodzietnej ( ale tylko z 3 dzieci) rodziny.
Pozdrawiam - Ewa
witam,
wróciłam właśnie tydzień temu z Turcji /Fethye/byłam z rocznym dzieciaczkiem,
obyło się bez problemów,jadła ichniejsze
zupy,mięsko/kurczak/baran/ryba/,pieczywo,warzywa,owoce itp.Oczywiście nie
wszytko to co my ale po trochu odpowiednio do wieku.
Soki i herbatka czywiście z Polski na wodzie mineralnej /butelkowana przez
Danona lub Nestle dostępna w każdym sklepiku na miejscu/.Nieprawdą jest
dostępność zupek Gerbera czy Hippa w Turcji.Aby przegotować wodę można
po "tajniacku" używać grzałki lub małego czajniczka, wszystko zależy od hotelu,
ale raczej nie robią problemow z wnoszonego jedzenia i soków dla dzieci.Można
ewentualnie prosić o przegotowanie wody w restauacji hotelowej.O leki i
paraleki zapytaj najlepiej swojego pediatrę.
W apteczce musisz mieć na pewno: coś na zatrucia pokarmowe/ góra- dół/,
coś na oczka po wodzie basenowej,coś na uszko, coś przeciw i po ukąszeniu
/komary/, filtr mineralny na słoneczko50-60,profilaktycznie pantenol lub
alantan plus krem po opalaniu,/nawet dla siebie/,coś na gorączkę, możesz
zaopatrzyc się również w jakiś eurespal, diphergan,zależnie na co reaguje twoja
pociecha, może nawet lekki antybiotyk/?/.Zabierz ulubione suche przkąski typu
biszkopty,flipsy,
jeśli jada to kaszki sie sprawdzają.Potrzebne są pampersy basenowe, zwykłe
możka kupić na miejscu, sa nieco droższe, oczywiście jeśli jeszcze używasz.
Jogurt naturalny bywa na śniadanie/plus dziemik i jest smakowy pycha/, w
sklepach też coś jest ale nie mam pewności nie kupowałam.
Nie zapomnij o sandałkach basenowych i kapelusiku z dużym rondem lub daszkiem.
Miłych wakacji.
-książeczke zdrowia
-apteczke (przeciwgorączkowe, fenistil, zyrteks,wapno, a komary np ziajka, maść
z antybiotykiem, coś na oparzenia, na zatrucia pokarmowe-biegunke, od słońca,
plasterki, igła do wyciągnięcia np zadry, krem z filtrem...itp,itd
-łopatke, szpadelek, foremki (nam morzem mała łopatka 3pln w tym roku)
-muszelke na plaże - jeśli ciepło. (takie pół namiotu, ok 25 pl w practicer,
zastępuje parawan i parasol, leciutkie, łatwo się składa, i łatwo w jednym
kącie złożyć rzeczy np plecak z kasą wśrodku- nikt Ci od tyłu nie gwizdnie jak
robisz z dzieckiem babki i się zagapisz)
- mały basenik (ok 12 pln- w razie gdyby pryszic był z lekkim grzybkiem
stawiasz to do brodzika i maluch się kąpie , a Ty nie masz obaw złapie coś czy
nie, poza tym idealne na plaże- cały dzień można się w tym babrać z dala od
brzegu, woda szybko cieplutka, no i nosić wiaderkami wode i wylewać itp, a
rodzice mają chwile wytchienia,
-małą torbe z zabawkami- książeczki, czy lale czy samochodziki ( w deszczowy
dzień jak znalazł, plus jak są inne dzieci to jest coś na chwilową wymiane)
-ciuchy, kapelusz, kalosze....
-wózek fakt przydatny mimo że malec może w domu protestować, nad morzem tłum
dzieci w wózkach robi swoje, plus wygoda jak zaśnie, wieczorem, itp
- wode niegazowaną - na pierwszy dzień, my przyjechaliśmy wieczorem był problem
z nabyciem, i nie było jak zrobić herbatki
-to już chyba wszystko co mi do głowy w tej chwili przychodzi
Ja też jadę do Tunezji w tym roku i to niestety na przełomie czerwca i lipca-
inaczaj się nie dało. Moje dzieci mają 2 lata i 11 lat, mam mnóstwo obaw,
głównie o zatrucia pokarmowe.W ubiegłym roku byliśmy wszyscy na Krecie i mimo
że to kraj uważany za bezpieczny, hotel był 4 gwiadkowy wszyscy mieli zatrucie
pokarmowe , nie ma reguły może zdażyć się wszędzie.
staruch5 napisał:

> gdybys w 100% mial racje, to codziennie jakies 100 osbo byloby w Pl zatrutych
> salmonella....

glupoty wypisujesz!totalny syf nie zawsze owocuje salmonella,poza tym co dla
Polaka normalna zywnosc,to dla Norwega,czy innego skandynawa smierc(maliny
polskie w Dani)
Wez takiego wloczege,zbiera wszystko po smietnikach,co nieco z tego zje,rak nie
umyje i zyje,a ty po takiej eskapadzie w najlepszym wypadku wyladowal bys na
oddziale zakaznym!
Inny przyklad,byles kiedys w Indii,cz innym egzotycznym kraju i widziales jak
oni przygotowuja jedzenie na ulicy i w jakich warunkach higienicznych?I zyja,a
niejeden europejczyk jezeli go nie uprzedza ma dodatkowa atrakcje w postaci
sraczki co najmniej,to miedzy innymi objawy zatrucia salmonella,bo umiraja po
niej tylko ci ze slabym organizmem lub dzieci.
Zapewniam cie ze zatrucie salmonella w Polsce przezywa kilkanascie razy wiecej
niz podales,w tym tylko ze niektorzy nawet nie zdaja sobie sprawy z tego,ot
takie male zatrucie pokarmowe,mowia sobie.
ogazowana cola- tak, ale musi to byc przez podgrzanie podobno to ze
fantastyczny sposob na zatrucia pokarmowe.
ja slyszalam wiele dobrego o infacolu, ze daje naprawde dobre rezultaty.
masuj brzuszek, zginaj nozki i ocieplaj sam brzunio
no i idz do lekarza- troche za malutki jak na zwylka kolke- u ciotki 3 dzieci
miala od 2 tygodnia taka kolke ze ona nie mogla sobie poradzic. teraz, po
kilkunastu latach odkryli ze to nie byla kolka ale reflux i np. noszenie takich
maluchow doprowadzalo do pogorszenia ich stanu. takze idz i skonsultuj sie
Salmonella w Paprocanach!
za: tychy.naszemiasto.pl

"Od wtorku nad Jezioro Paprocańskie kursują transporty z piaskiem. Przywożony jest w piaskowni w Jaworznie, w specjalnych „wannach”. Jeden taki kontener zabiera 30 ton. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji zamówił ton 200. Wzdłuż 130-metrowej plaży nad kąpieliskiem można było wczoraj zobaczyć co kawałek gigantyczne kopy piachu.
– Teraz najlepiej byłoby zaprosić wszystkie przedszkola, żeby pobawiły się w robienie babek. Dzieci najszybciej rozniosłyby ten piach – żartuje Marcin Staniczek, dyrektor MOSiR.

Na ten weekend plaża już będzie z pewnością jak w Łebie. Tyle że opalać się na niej będzie można na sucho. Woda jest niezdatna do kąpieli. W jej próbkach laboratorium sanepidu znalazło salmonellę, bakterię powodującą zatrucia pokarmowe. Łyk takiej wody mógłby nas kosztować co najmniej ból brzucha i biegunkę.

– Wodę w Jeziorze Paprocańskim badamy co dwa tygodnie. Trudno powiedzieć, co było źródłem skażenia i jak długo będzie się teraz ona oczyszczać. Paprocany są zbiornikiem stojącym, zasilanym przez niewielkie strumyki i cieki leśne. Taka woda potrzebuje trochę więcej czasu na regenerację. Na pewno w ten weekend jeszcze nie można się w niej będzie kąpać – mówi Agata Pasek, p.o. kierownika sekcji higieny komunalnej i środowiska w tyskim sanepidzie.

Powtarza się sytuacja z zeszłego roku. Wtedy też sezon kąpielowy zaczęła w Paprocanach salmonella. Potem jednak wszystko się unormowało i przez całe lato można było się tu pluskać do woli."

(plus) - Dziennik Zachodni
Wiesz, tłumaczenie, że dzieci chorują, bo są chowane w sterylnych warunkach
jakoś nieprzestają do rzeczywistości. Przez kilka lat jeździłam w Pogotowiu
Ratunkowym i widziałam sporo chorób u dzieci, do których nigdy by nie doszło,
gdyby matki wykazywały więcej dbałości o czystość i porządek.
Masowo narzekacie Mamy na zatrucia pokarmowe, wymioty, bóle brzucha. Często i
bezpodstawnie obarczacie tym rota wirusa, a tymczasem jest to efekt brudnych
naczyń w zlewie, lepiących się blatów i niezmienianych ścierek kuchennych, na
których bakterie znajdują znakomitą pożywkę i świetnie się namnażają. A stamtąd
już niedaleka droga do zatrucia pokarmowego.
A ataki duszności - jak często wywoływane są kurzem i roztoczami na dywanie,
który jest elektroluksowany raz w tygodniu.
O małych przedmiotach, które gdzieś kiedyś upadły, mama nie podniosła, bo jej
się nie chciało albo zapomniała i .....lądują w nosie albo uchu. I oby tylko w
uchu, bo zdarzało się, że w tchawicy, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Wiela Mam kocha psy i to ich prawo. Psy mają jednak to do siebie, że przynoszą
z dworu różnego rodzaju pasożyty, które dobrze się czują w niesprzątniętym
mieszkaniu albo w niezaścielonym łóżku.
W sumie są to Wasze dzieci i Wasza sprawa, Wasz porządek albo brud. Brud a nie
bałagan, bo nie czepiam się krzywo położonej gazety albo porozrzucanych
zabawek, ale już ręczników i garów w zlewie tak.
Elementarne porządki domowe nie zajmują więcej niż 20-30 minut dziennie. Wiem o
tym, sama prowadzę dom.
Pozdrawiam.
Nie uparcie, tylko konsekwentnie, a to różnica.
Kim jest totalny brudas to sprawa dyskusyjna - dla jednego ktoś kto korzysta z
łazienki dwa razy w roku, dla drugiego osobnik, u którego w zlewie piętrzą się
nieumyte naczynia.
Rzadko kto zmywa raz w miesiącu ze względów czysto praktycznych - brak
wystarczającej ilości naczyń.
Lepiąca się od brudu podłoga to także sprawa indywidualnej oceny.
Podobnie z pościelą- może być przepocona i nieświeża dość szybko, ale są to
brudy, których nie widać.
Ręcznik czy ścierka nie musi być czarna, może być rezerwuarem wszelkich
możliwych bakterii.
Oczywiście, że zatrucia pokarmowe mogą zdarzyć się (prawie) wszędzie, ale z
moich lekarskich prawie 25 letnich obserwacji jakoś tak dziwnie wynika, że
częściej zapadają na nie ludzie, którzy są na bakier z podstawowymi zasadami
higieny- typu ręczniki, mycie rak, zmywanie, brudne zlewy i ubikacje.
Nie mam co prawda psa, ale na niepościelone łóżko wskoczy bez specjalnego
zaproszenia.
Dziewczyny, Wasze dzieci, Wasze mieszkania, Wasze zdrowie, Wasza ocena tego co
czyste a co brudne. Było kiedyś takie przysłowie, że mądrzy ludzie żyją w
brudzie, a jak wiadomo przysłowia są mądrością narodu, więc nie upieram się,
może macie racje.
Ja pozostaję przy swojej opinii i swoich zwyczajach.
Pozdrawiam.
Kotula - ta butelka jest z poliwęglanu - bardzo szkodliwa - ostatnio czytałam
na forum o szkodliwości butelek plastikowych;)) kup sobie ze szkła albo karm
zmoczonym bawełnianym gałgankiem;)). Nie dość, że poliwęglan trujący to do
plastiku przykleja się tłuszcz i dzieci chorują na zatrucia pokarmowe;)
Z racji swojego wieku moze troche wiecej jezdzilam najpierw z
dziecmi, a teraz bez nich, niz glowne aktywistki z tego watku. Na
dowod tego - wlasnie wrocilam z Indii, moje wpisy na forum prywatnym
Indie, Indochiny - mozna sprawdzic. Nasza grupa byla bardzo udana,
tylko 3 osoby z jedenastoosobowej grupy zachorowalo na ciezkie
zatrucie pokarmowe (naogol procent ten jest w tym kraju duzo
wyzszy). "Uratowalam im zycie" i wielce krepujaca sytuacje, bo
sraczka nie wybiera chwili. Z tym, ze byly to zatrucia z goraczka,
wymiotami, slabosciami. Dalam cipro i jak reka odjal. Ostatni
delikwent dostal najprawdopodobniej zapalenia oskrzeli, bo mial
wysoka goraczke (po kapielach w czasie raftingu, a sezon jeszcze nie
upalny), mialam i na to antybiotyk.
Glupota i zacietrzewienie mlodych matek na tym watku poraza. No ale
zeby moc obcinac paznokcie u nogi trzeba sie dlugo uczyc i zdobyc
licencje, a do chowania dzieci nie potrzeba zadnych umiejetnosci,
rozumu i licencji.
Ludzie, dziewczyny, jak wypierzecie i wypłuczecie te wszystkie
ubranka w proszkach, płynach po sto razy (włącznie z nowymi) to
zafundujecie swoim dzieciom więcej chemii niż jesteście sobie to w
stanie wyobrazić... no chyba ze jakieś delikatne płatki mydlane, ale
do pralki się nie nadają to już wolę przynieść ze sklepu i od razu
założyć... a potem będziecie pisać na forach o zdrowiu o alergiach i
wysypkach swoich dzieci, gwarantuję.
zgadzam się z marocco, mój synuś raczkował po podłodze mytej raz w
tygodniu i nie wiem co to rozwolnienia czy zatrucia pokarmowe...
brumbak111 napisał:

> bardzo rzadko
> trafiają tez dzieci zatrute mięsem - ale tez rzadko

Zatrucia pokarmowe to zupełnie co innego niż niedobory żywieniowe w wyniku
restrykcyjnych, ideologicznie motywowanych diet. Nie stanowią żadnego argumenty
na rzecz diety bezmięsnej, ponieważ mogą się zdarzyć zarówno na diecie
bezmięsnej, jak i zawierającej mięso. Ryzyko niedoborów stanowi natomiast mocny
argument przeciwko diecie wegańskiej.
Dwie znane mi wielodzietne rodziny.
1. Dzieci czworo. Matka tłumaczka, ojciec urzędnik średniego szczebla. Dzieci(
dwoje po lat naście, jedno ok. 10, jedno 3-4) bez przerwy chorują- najczęściej
na różnego rodzaju zatrucia pokarmowe, bo brud w kuchni wręcz poraża ( gdy
zostałam zaproszona na herbatę brzydziłam się dotknąć ustami filiżanki).
Zalegają ze szczepieniami, infekcje ciągną się bardzo długo ( dzieci
praktycznie nie są leczone).
Chłopiec ma zdeformowany kręgosłup, ale nikt nie ma ani ochoty ani czasu
na "chodzenie po ortopedach" - kiedyś słono za to zapłaci.
Na wycieczki klasowe dzieci najczęściej nie jeżdżą, za granicą były 2 razy.
Druga rodzina - Matka archeolog śródziemnomorski, tata- filozof, dzieci 6 - od
19 do 2 lat. W domu syf, dzieci niedopilnowane, najstarsza dziewczynka
zakończyła edukację w 17 roku życia, młodsze może uczą się lepiej.
Opieka spoleczna opłaca praktycznie wszystko, bo oboje rodzice pozostają
aktualnie bez pracy.
O wakacjach mowy nie ma, książki, zabawki, ubrania są nieosiągalne.
Patologia? Moim zdaniem tak.
acha, i jeśli faktycznie bardzo Ci na tym zależy, to mozesz wyobrażac sobie wystepujące na wątku rodziny wielodzietne własnie tak jak opisałaś swoich znajomych:

>1. Dzieci czworo. Matka tłumaczka, ojciec urzędnik średniego szczebla. Dzieci(
dwoje po lat naście, jedno ok. 10, jedno 3-4) bez przerwy chorują- najczęściej
na różnego rodzaju zatrucia pokarmowe, bo brud w kuchni wręcz poraża ( gdy
zostałam zaproszona na herbatę brzydziłam się dotknąć ustami filiżanki).
Zalegają ze szczepieniami, infekcje ciągną się bardzo długo ( dzieci
praktycznie nie są leczone).
Chłopiec ma zdeformowany kręgosłup, ale nikt nie ma ani ochoty ani czasu
na "chodzenie po ortopedach" - kiedyś słono za to zapłaci.
Na wycieczki klasowe dzieci najczęściej nie jeżdżą, za granicą były 2 razy.
Druga rodzina - Matka archeolog śródziemnomorski, tata- filozof, dzieci 6 - od
19 do 2 lat. W domu syf, dzieci niedopilnowane, najstarsza dziewczynka
zakończyła edukację w 17 roku życia, młodsze może uczą się lepiej.
Opieka spoleczna opłaca praktycznie wszystko, bo oboje rodzice pozostają
aktualnie bez pracy.
O wakacjach mowy nie ma, książki, zabawki, ubrania są nieosiągalne.
Patologia? Moim zdaniem tak.<

proszę bardzo
Tobie też należą się jakieś przyjemności od zycia - tak walczysz o przyznanie się nasze do takiego sposobu zycia, ze nie widzę powodów, aby nie dac Ci tej satysfakcji
zadowolona???
o jednak chyba najgorzej stare
Na skórce pojawiają się zielone plamy świadczące o dużej zawartości solaniny.
Co prawda niewielkie ilości tej substancji, w połączeniu z innymi składnikami
kartofli, wspomagają leczenie schorzeń układu nerwowego, to jednak w nadmiarze
solanina może wywołać zatrucia pokarmowe, szczególnie u dzieci. Podczas
przechowywania jej stężenie rośnie, zwłaszcza gdy z bulw wyrastają liczne
kiełki, a większość miąższu ziemniaka ma zieloną barwę. Najlepiej wtedy
zrezygnować z jedzenia tego warzywa lub grubo je obierać. Natomiast z pieczenia
takich ziemniaków w ogóle zrezygnujmy. Raczej ugotujmy je w dużej ilości wody,
w której solanina częściowo się rozpuszcza.
Polecam " skromny " , " cichy ", hotelik. Byłem tam dwa tygodnie, z
mojej zmiany reklamację napisało ponad 50 osób a ponad 30 podpisało
się pod zbiorowym pozwem do sądu, pierze w pieczeni z kurczaka,
robaki w wyrobach wedlinopodobnych i chlebie, nieczyszczony i
niefiltrowany basen, wizyty policji greckiej, sanepidu greckiego,
brak animacji i placu zabaw dla dzieci, pokoje bez klimatyzacji i
lodówek, bezczelna i perfidna właścicielka która traktuje Polaków
jak gości drugiej kategori, teksty nie podoba się to nie jeść,
ciągłe braki alkoholi w barze ( to akurat najmniej dokuczliwe ),
karaluchy w pokojach, zatrucia pokarmowe gości, wizyty na pogotowiu
greckim z powodu wysypek i zatruć bakteriami z basenu, Pani Edyto
polecam cichy i spokojny hotelik, życzę wszystkiego dobrego, aha w
pięknym ogrodzie jest położony Hotel Happy Days ale na Krecie, i ten
ma opinię skromnego ale pięknego, podczas 14 dni pobytu nie udało mi
się znależć tego ogrodu na terenie Happy Days na Rodos a niedawno
badałem wzrok i wszystko ok, ale chyba na takich pracowników BP
trafiamy i oni kieruja nas do takich hoteli, Rodos Kreta wszystko
Grecja, gratuluję znajomości zawodowej i pełni profesjonalizmu.
Chyba jednak w tym samym, na szczęście mamy do zbiorowego pozwu,
prawie 40 osób, masę zdjęć i zrobakami i z karaluchami i opisy z
greckiego szpitala gdzie jest jasno zapisane że to wysypka i
grzybica od brudnej wody z basenu i że są to zatrucia pokarmowe, no
ale jak sie zbierze kilkudziesięciu malkontentów, aha ciekawe
dlaczego grecki rezydent po wizycie w hotelu ( wezwali go przerażeni
greccy turyści i to oni ściągneli grecki sanepid nasz rezydent
udawał ze nic się nie dzieje, ) zabrał wszystkich swoich gości
natychmiastowo i zerwał umowę z hotelem , no ale jak sie chce być
traktowanym jak turysta drugiej kategorii. Może niektórzy nie lubią
malkontentów, ale warto chyba przeczytac najpier te tylko dwieście
parę wpisów wcześniej i opinie na holideychecku, opiniach hoteli czy
ocenachhoteli a wtedy dopiero uznawać innych za malkontentów,
szczególnie jeśli wielu tutystów zgodnie z zapewnieniami biura
podrózy że jest to hotel rodzinny zabrało tam małe dzieci.

Pozdrowienia dla wiecznej optymistki.

" Jesli plują Ci w twarz wmawiaj sobie że to deszcz " - przysłowie
polskie.
Marcysiu nie możesz mieć pretensji że twój maluszek musiał siedzieć
na kolanach. Maluszki jada za darmo i nie przysługuje im miejsce ani
w samolocie ani w autokarze. Chyba że nie ma kompletu i są wolne
miejsca.

Ja wlaśnie wrociłam z Blue Waters Club. Byliśmy z TUI. Hotel
rewelacja, raj dla dzieci. Śmiało polecam. Jedzonko wspaniałe. Sporo
można wybrać dla najmniejszych - ryż, makaron, got. marchewka,
kukurydza, dietetyczne mięska np. kurczak z rosołku bez soli, woda
mineralna na bierzaco.

Chciałam was przestrzec. Tam panują podobne zatrucia pokarmowe jak w
Egipcie. Rezydentka mówiła, ze tyle co siedzi w hotelach tyle samo
czasu spędza w szpitalach. Dzieci przy biegunkach i tych upałach
odwadniają się. W naszym hotelu 90% Polaków miało biegunkę.
Podpytywałam na lotnisku i w innych hotelach też nagminne. I uwaga!
nie pomagają probiotyki, ani te zwykłe przeciwbiegunkowe z apteki.
Weźcie ze sobą z Polski leki na zatrucia bakteryjne. Mogą się
przydać.
Zatrucia pokarmowe
Witam serdecznie nie bede pytal co najlepsze na zatrucia tylko ile naprawde
osob sie zatrulo. Taka Sonda Lecimy z dwojka dzieci 3.5 roku i 9 miesiecy do
Tunezji i chcialbym uspokoic maja druga polowe. Bo przyznam szczeze bylem tam
11 lat temu jako mlody chlopak i zadnych sensacji nie mialem. Ale znajomi
ktorzy od nas byli niedawno wszyscy mieli sensacje.
Pozdrawiam
Ja równiez właśnie wróciłam z pobytu z Triadą w Kavros Beach, na pewno hotel
nie jest wart 4 gwiazdek, może dwie...Jego zaletą jest bliskość plaży, na którą
można zejść prosto z tarasu z barem i basenem, dzieci bardzo chętnie korzystały
z basenu. Piękny ogród, wejścia do pokoi bezpośrednio z ogrodu. Plaża jest
szeroka i nie ma tłoku. Na tym kończy się atrakcyjność tego hotelu.
Zdarzały się zatrucia pokarmowe, kradzieże ( warto wykupić sejf za 5 euro na
tydzień),pokoje były sprzątane codziennie, ale polegało to na przejechaniu
podłogi brudnym mopem, mała łazienka z zasłonką przyklejającą się do ciała,
stare materace, których niewygodę czuliśmy każdego ranka, lodówki nie można
pożyczyć, a klimatyzacja wyje. Posiłki bywały smaczne, ale smród kuchni
likwidował apetyt.
Obiecane animacje dla dzieci nie odbywały się w zagraconej sali, były wieczorne
dyskoteki dla dzieci( 10 min) prowadzone przez Momo, ale dzieci szybko
rezygnowały kiedy po raz kolejny musiały odtańczyć kaczuszki, po czym animator
swierdzał że koniec, katastrofa , obwiniąjac dzieci za brak własnej inwencji.
Niewiele osób korzystało z dyskotek dla dorosłych, odstraszała muzyka,
uparliśmy się i raz bylismy szóstką kręcących się osób.
Kreta jest piękna, warto pożyczyć samochód ( nie za pośrednictwem hotelu) i
zrobić kilka wycieczek. Bywały dni kiedy z powodu wiatru i prądów morskich nie
mozna było wejść do morza ( podobno wieje we wrześniu). Jestem rozczarowana
warunkami i opieką hotelu, ale nie wymagając wiele można cieszyć się morzem,
słońcem i wszystkim co oferuje wyspa.
> Mój mały w połowie września skończy 13 m-cy i zastanawiam się, czy mogę mu
> już podać actimel, tak trochę jako napój a trochę dla odporności podczas
> zbliżającej się Jesieni.

Z tego co pamiętam producent deklaruje, że jest to produkt dla dzieci od sześciu
lat. Po drugie wbrew reklamnie zwiększa tylko odporność na drobne zatrucia
pokarmowe i działa tylko w okresie jego podawania. Ma znaczenie po
antybiotykoterapii, która wybija naturalną florę bakteryjną przewodu
pokarmowego. Więc nie tylko poprawia odporność, co odbudowuje to, co zniszczył
antybiotyk. Zamiast actimela można też podawać inne preparaty z bakteriami.

Pozdrawiam
Jola
brumbak napisał:

> >. Mozna dodac ważna rzecz: do zjadania roslin nie trzeba przymuszac - do
> zjadania zwierząt - tak!
> > Nawet wprowadzanie do jadłospisu dzieci mięsa z regułuy wiąże się z
> sensacjami zołoądkowymi , grymaszeniem. Z rguły przyzwyczajenie dziecka do
> mięsa trwa długo.

Racja !! Do dzis pamietam jak mnie i inne dzieci zmuszano do miesa, mleka
krowiego, to byly istne tortury przy stole.. I pamietam jeszcze jak z innymi
dziecmi latalam po ogrodach wiejskich a do zrywania i zjadania owocow nikt nie
zmuszal, wrecz przeciwnie, ochoczo sie za nie zabieralismy. Wszystkie moje
zatrucia pokarmowe i podtrucia wiazaly sie z konsumpcja miesa. Mojej siostry
syn ma ciezka alergie juz od urodzenia na mieso i wszelkie bialko zwierzece.
Faktem tez jest, ze dlugoletnie przyzwyczajenia zabiajaja instynkt. Dzieci
najbardziej bronia sie przed spozywaniem miesa, z wiekiem to zanika i
przyzwyczajenia biora gore. Przyklady np nalogi jak palenie i alkohol,
narkotyki, czyli radykalne dzialania wbrew rozsadkowi. Jak widac, nie taki
czlowiek madry jakby sie wydawalo, skoro dziala wbrew sobie. :)))
Tyle znalazłam. Wiem też że występują w 5 % przypadków u dzieci. Z tego co powiedziała moja siostra leczy się je antybiotykami. Rodzaj Proteus czyli odmieniec jest bardzo rozpowszechniony w przyrodzie a najczęściej występującym gatunkiem jest Proteus Vulgaris Bakterie te występują często w produktach spożywczych powodują zmianę zapachu smaku i barwy, są chorobotwórcze dla człowieka powodują zapalenie ropne dróg moczowych, zapalenie opon mózgowych, zapalenie ucha środkowego, zatrucia pokarmowe.
wklejam nieco info nt. herbaty antylipidowej /tzw.czyścika naczyń krwionośnych/:

Herbata ta została wyprodukowana za pomocą nowoczesnej technologii, według
starych przepisów opracowanych dla Cesarzy chińskich. Wyśmienita kompozycja
ziół na bazie zielonej herbaty powszechnie znanej, jako silny antyutleniacz i
środek przeciw - nowotworowy, pozwala osiągnąć harmonijną regulację wielu
procesów w organizmie.

SKŁAD:
• 6 rodzajów zielonej herbaty,
• gynnostemma,
• korzeń rdestu wielokwiatowego,
• siemię kasia - tora,
• liść lotosu.

DZIAŁANIE HERBATY ANTYLIPIDOWEJ
• oczyszcza organizm
• normalizuje gospodarkę tłuszczową , obniżając poziom lipidów,
• wyprowadza toksyny,
• działa przeciwgorączkowo,
• ma właściwości przeciwnowotworowe,
• poprawia funkcje organów trawiennych i śledziony,
• likwiduje wzdęcia,
• poprawia wzrok,
• tonizuje, dając energię - podnosi odporność organizmu,
• działa antyoksydakcyjnie (wyprowadza wolne rodniki),
• likwiduje stany napięcia systemu nerwowego.

STOSOWANIE:
• miażdżyca,
• niedotlenienie mózgu i serca,
• nadciśnienie, niedociśnienie,
• choroby zapalne górnych dróg oddechowych,
• profilaktyka chorób nowotworowych jelit,
• marskość i stany zapalne wątroby,
• przewlekłe choroby układu trawiennego
zatrucia pokarmowe (leki, alkohol, narkomania),
• cukrzyca,
• nerwica wegetatywna,
• zaburzenie bilansu energetycznego, syndrom chronicznego zmęczenia.

PRZECIWSKAZANIA:
• ciąża, karmienie piersią,
dzieci do lat 12,

DAWKOWANIE:
Jedną saszetkę zalać szklanką wody o temp.80 stopni. Parzyć 15 min., po czym
saszetkę wyjąć. Napar dzielić na 4 - 5 razy, pić między posiłkami dolewając
wody do pełnej szklanki. Przy wysokim ciśnieniu pić na gorąco, przy niskim
ciśnieniu pić letni.

pozdrawiam

manyaslova

tenshii napisała:

Niemniej jednak podawanie psu (...) wątróbki z cebulką niekoniecznie
musi się dobrze dla niego skończyć

Zaciekawiła mnie ta teoria. Cebula jest szkodliwa w dużych
ilościach, ale pies jest stworzeniem dosyć odpornym i zjedzenie
przypadkiem niewielkiej ilosci cebuli, jeśli zwierze nie jest na nią
uczulone, i sianie paniki, bo ktoś kiedys nakarmił psa sama cebulą
po wątróbce trąci dziecinadą. Poza tym psy raczej niechętnie jadają
cebulę w przeciwieństwie do np. czekolady.
Psy duzo częściej zatruwają się czymś przypadkowo zjedzonym na
dworze niż resztką wątróbki ze stolu, może zalecać niechodzenie na
spacery?
Albo słodyczami podawanymi po kątach przez dzieci, zalecamy oddanie
dzieci do domu dziecka, dla dobra właściwej diety psa?

Jestem nemalże pewna, że statystycznie na świecie dużo więcej psów
karmionych jest resztkami ze stołu niż gotową karmą albo specjalnie
przyrządzanymi posiłkami. I jakoś żyją i są szczęśliwe.

Jeśli ktoś jest idiotą to zatruje psa również pełnowartosciową
karmą, np. przeterminowaną albo zepsutą a jeśli ktoś myśli - jest w
stanie wykarmić psa również przy pomocy resztek ze stołu - wiedza na
temat tego czego psu nie należy dawać jest ogólniedostępna i każdy
nabywając psa, nawet kundelka ze schroniska, na ten temat co nieco
zbiera informacji.

Używanie słowa "zdrudgotana" i odgrażanie się czego to się nie zrobi
jakiemuś przypadkowemu facetowi, bo ma inne podejscie do karmienia
psów niż "prawdziwi miłosnicy" labradorów jest dziecinadą.

Zresztą, z moich obserwacji, to mija wraz z założeniem rodziny i, co
za tym idzie, wraz z nastaniem dnia, kiedy za karmę płaci sie z
własnych a nie rodziców pieniedzy - na rozsadek i własciwe
priorytety w życiu zawsze pzryjdzie pora.

I, uprzedzajac atak, zauważę, ze jakoś w ubogich rodzinach, których
nie stać na kupowanie psom drogej karmy albo chudej cielęciny psy
karmione resztkami nie padają masowo na zatrucia pokarmowe i
dożywają spokojnej starości w szcześliwym domu.

Wbrew teoriom zdruzgotanych histeryków
Jedzenie, picie, lody dzieci a zagrozenie
Witam, czy na Wyspach K. nalezy uwazac na inna florę bakteryjną niz
w Polsce, szczegolnie chodzi mi o wode z kranu, lody itp a
dzieci.Czy czesto zdarzaja sie zatrucia pokarmowe?
dziekuje
Gdyby nie chciało ci się czytać całego naukowego wywodu przytaczam cytat odnoszący się do dobroczynnego działania MLEKA ACIDOFILNEGO na organizm ze szwankującym przewodem pokarmowym.

"mleko acidofilne. Jest to słodkie mleko, nisko schłodzone, do którego wprowadzono bakterie Lactobacillus acidophilus w ilości 106 komórek / ml. Umożliwia to picie słodkiego mleka przez ludzi nie akceptujących kwaśnego smaku, bez ryzyka wystąpienia objawów złego wchłaniania laktozy.
Badania wykazały, że większość szczepów bakterii mlekowych wykazuje aktywność antagonistyczną w stosunku do niektórych bakterii chorobotwórczych. Wśród antybakteryjnych substancji wytwarzanych przez bakterie fermentacji mlekowej wymienić należy: kwas mlekowy, kwas octowy, nadtlenek wodoru (H2O2) i inne pochodne aktywnej postaci tlenu. Są to substancje odpowiedzialne za tzw. niespecyficzną inhibicję. Bakterie mlekowe mogą tworzyć ponadto wiele tzw. specyficznych inhibitorów wzrostu. Szczególnie aktywnym producentem jest pałeczka Lactobacillus acidophilus wytwarzająca acidolinę, acidofilinę, laktacynę i laktocydynę, substancje, wykazujące silną antagonistyczną aktywność w stosunku do szczepów bakterii wywołujących zatrucia pokarmowe (E. coli, Klebsiella sp., Proteus sp., Salmonella sp., Shigella sp., Pseudomonas sp., Staphylococcus sp., Listeria sp. i Vibrio sp.)
Dzięki tym właściwościom bakterie fermentacji mlekowej regulują mikroflorę przewodu pokarmowego. Ich antybakteryjne działanie znalazło zastosowanie w praktyce medycznej. Podając doustnie preparaty zawierające Lactobacillus acidophilus uzyskano wyleczenie chorych na czynnościową biegunkę i ropne zapalenie okrężnicy oraz skrócenie czasu nosicielstwa pałeczek Salmonella (pałeczek durowych). Preparaty zawierające pałeczki kwasu mlekowego (LAKCID, TRILAC) stosowane są także profilaktycznie, aby zapobiec namnażaniu się bakterii powodujących biegunki jelitowe. U ludzi starszych preparaty te regulują zaburzenia perystaltyki jelit - leczą w pewnym stopniu uporczywe zaparcia.
Leczniczo, preparaty zawierające bakterie kwasu mlekowego podaje się w czasie i po zakończeniu kuracji antybiotykami, aby wyrównać zakłócenia równowagi w jakościowym i ilościowym składzie flory fizjologicznej przewodu pokarmowego, przy zapaleniu jelit, przy biegunkach i zatruciach pokarmowych u dzieci i dorosłych. Są one również przydatne w zapobieganiu tzw. biegunkom "podróżujących", tzn. biegunkom występującym u turystów z Europy wyjeżdżających na wycieczki do krajów Afryki i Azji. Okazuje się, że preparaty te mogą nawet leczyć niektóre biegunki bakteryjne i wirusowe nie poddające się leczeniu antybiotykami."

Przy zaparciach trzeba pić dużo płynów nie zwierających cukru.
alez Ty duzo piszesz o swoim zyciu
poprzedni post - dosyć spory
wczesniej to: >moje dzieci, jedno po drugim nie donasza ubrań, miały różne zabawki, mają oddzielne pokoje, wyjeżdżają na 2 miesiące wakacji, dodam atrakcyjnych wakacji, chodzą na dodatkowe zajęcia, uczą się języków obcych ( dla jasności - 2 tygodniowy obóz językowy za granicą kosztuje ca 10.000 PLN - dla jednego dziecka). Moje dzieci mają codzinnie prane ubrania a to kosztuje.<
i jeszcze duzo wiecej

cieszy to, niech Ci tak dalej idzie
tylko, że zaraz potem (a tylko przeciez w pobliżu jedna większa rodzina) podsumowanie zycia wyimaginowanych(?), bo przeciez pisałaś, że się w takich kregach nie obracasz, wielodzietnych (a tu zaproszenie na herbatę, dokładnie dane o chorobach rodziny, lustracja mieszkania:

>1. Dzieci czworo. Matka tłumaczka, ojciec urzędnik średniego szczebla. Dzieci(
dwoje po lat naście, jedno ok. 10, jedno 3-4) bez przerwy chorują- najczęściej
na różnego rodzaju zatrucia pokarmowe, bo brud w kuchni wręcz poraża ( gdy
zostałam zaproszona na herbatę brzydziłam się dotknąć ustami filiżanki).
Zalegają ze szczepieniami, infekcje ciągną się bardzo długo ( dzieci
praktycznie nie są leczone).
Chłopiec ma zdeformowany kręgosłup, ale nikt nie ma ani ochoty ani czasu
na "chodzenie po ortopedach" - kiedyś słono za to zapłaci.
Na wycieczki klasowe dzieci najczęściej nie jeżdżą, za granicą były 2 razy.
Druga rodzina - Matka archeolog śródziemnomorski, tata- filozof, dzieci 6 - od
19 do 2 lat. W domu syf, dzieci niedopilnowane, najstarsza dziewczynka
zakończyła edukację w 17 roku życia, młodsze może uczą się lepiej.
Opieka spoleczna opłaca praktycznie wszystko, bo oboje rodzice pozostają
aktualnie bez pracy.
O wakacjach mowy nie ma, książki, zabawki, ubrania są nieosiągalne.
Patologia? Moim zdaniem tak.<

Pisz więc sobie o swoim zyciu ile chcesz (pytanie tylko dlaczego na watku o wielodzietności , ale jeśli chcesz wychodzić poza opis siebie - to plisss jakieś dane, pogłębione informacjie, wnieśże coś nowego, a nie to co się Ci wydaje - bo argumenty, że brzydziłas się u kogoś napisć herbaty - hmmm jakiś taki niewydarzony

no i te zarzuty kłamstwa - osoba, która tutaj dokładnie wyliczenia podaje jak zyje, za ile, obóz językowy jaki, Kabaty itd. -przeciez operujesz takim samym jezykiem - danych o swoim własnym zyciu - kobieto, jakże wierzyć Tobie, kiedy Ty krzyczysz tak głośno i jako pierwsze, ze inne posty kłamią
przecież też nie sprawdzimy Cie przez internet
Chcesz zaprzeczać - wykonaj pracę, przeszukaj np. wczesniejsze posty osób, których wiarygodnośc podwarzasz.

A potem pogadamy
Zgadza sie i dotyczy to nie tylko krajow anglojezycznych. Oliwa z
oliwek w diecie niemowlaka to chyba jedna z nastepnych "polskich"
mod. Mylimy zdrowa diete doroslego i produkty z nia zwiazane z dieta
niemowlaka: oliwa z oliwek tloczona na zimno jest NIEODPOWIEDNIM
tluszczem dla niemowlat i malych dzieci. Oliwa tloczona na zimno
powinna byc tez spozywana do dan na zimno. Nie powinno sie jej w
zadnej postaci podawac niemowletom, pediatrzy i dzieciecy dietetycy
ostrzegaja przed dodawaniem "kropli" oliwy do gotowych dan, np. ze
sloiczka czy wlasnorecznie zrobionej zupki. Naczytalam sie tutaj o
oliwie i podalam ja kilka razy mojej wowczas niespelna 10 mcznej
corce. Na wizycie kontrolnej nasz pediatra (mieszkamy w De) zapytal
sie, co juz je i palnelam z ta oliwa z oliwek no i dostalam
ochrzan: "Chce pani zalatwic malej notoryczne problemy zoladkowe lub
zafundowac alergie na cale zycie?". NIE WOLNO! Zadnych tluszczy
tloczonych na zimno w diecie niemowlecia. Oliwa jest produktem
naturalnym (podobnie jak miod), zawierac moze zanieczyszczenia
mikrobiologiczne, niewlasciwie przechowywana moze spowodowac ciezkie
zatrucie pokarmowe - dlatego tak czesto zdarzaja sie zatrucia wsrod
osob lubiacych "anti-pasti".
Dla niemowlat i malych dzieci najodpowiedniejszym tluszczem jest
olej slonecznikowy - to uslyszalam zarowno od naszego pediatry jak i
od dietetyka niemowlecego z Kasy Chorych. Oni sie chyba najbardziej
znaja na rzeczy. Hipp od 2 lat tez systematycznie wzbogaca gotowe
dania sloiczkowe wlasnie olejem rzepakowym. Drugim pozadanym
tluszczem w diecie niemowlecia i malego dziecka jest zwykle maslo (w
De do kupienia specjalne sklarowane maslo do smazenia i gotowania,
takze dla dziecka) - masz babciu calkowita racje.
Oliwy z oliwek malej (ma juz 20 mcy) nie daje. Uzywamy oleju
rzepakowego (w wersji bio), kukurydzianego lub slonecznikowego. Z
nich wszystkich olej rzepakowy ma "najbardziej przyjazny dziecku"
sklad tluszczy nasyconych i nienasyconych (np. 3 razy wiecej kwasow
omega3 niz oslawiona oliwa z oliwek).
Oliwa z oliwek tak - ale tylko wychwalana jest jako niezastapiony
kosmetyk (sama robilam corce mleczno-oliwkowe kapiele gdy miala
zaledwie pare dni, rewelacja!). W kuchni niemowlecej stanowczo
odradzana.
W programie "Mamo to ja" pediatra tez polecał wygazowaną colę dla
dzieci, jeśli mają zatrucia pokarmowe. Małymi łyczkami co parę
godzin.
Mi tez pomagała przy mdłościach na początku ciąży.
Egipt to to samo co Mazury? A wiesz gdzie lezy Egipt? widocznie tam nie byłeś,
skoro uważasz, że można tam zabrać tak małe dziecko. Syf, brud, bakterie, na
które dorośli nie są odporni- mają ciężkie zatrucia pokarmowe tam, a co dopiero
dzieci!
No i swietnie. Jest gwarancja, ze nie zje niczego nieswiezego ani splesnialego.
Nie bedzie chorowal na zatrucia pokarmowe, jak inne dzieci.
Czy lekarz informujący pacjenta o ryzyku zabiegu powinien wymagac od pacjenta zgody na ten zabieg bo inaczej nie udzieli mu pomocy jesli jego stan się pogorszy mówiąc ze sam tego chciał bo nie zgodził się na zabieg? To w takim razie po co informuje się pacjenta o ryzyku jesli ten pacjent i tak nie ma wyboru? To samo tyczy się sczepionek gdzie o ryzyku lekarz nawet nie informuje, a powinien bo takie ryzyko jest, powikłania poszczepienne które mogą być tragiczne w skutkach, dziecko może umrzeć, być uposledzone, nie wspominając o tych lżejszych jak alergie. Moja córka miała alergię po szczepieniach i co? czy lekarz za swoje konsekwecje zapłacił? To ja się najeździłam z dzieckiem po szpitalach zakaźnych bo lekarz nawet nie wiedział co to jest, ropiejące placki na skórze, pierwszy powstał na szczepionce przeciw gróźlicy, wysłano mnie do poradi gruźliczej w mojej miejscowości, dalej wysłano mnie do poradni gróźliczej do innego miasta, z poradni do szpitala zakaźnego na oddział zakaźny z 8-miesięcznym niemowlakiem gdzie na korytarzu chodziły chore na gróźlicę dzieci, tam oddelegowali mnie na oddział dermatologiczny tam i tak nie wiedzieli co to jest ale przepisali antybiotyki i maście i wysłali do domu, stan się nie poprawiał zmieniłam lekarza ten dał drastyczną dietę na której byłam i ja bo karmiłam piersią i po dwóch tygodniach objawy przeszły. I co? kto tutaj był nieodpowiedzialny? Kto naraził moje dziecko? Kto powinien zapłacić za konsekwencje? Więc się nie dziw kobieto że rodzice się wahają skoro mają do dyspozycji lekarzy albo nieznających się na tym co robią i faszerujących dziecki wszystkim, albo robią to dla kasy, wiadom firma farmaceutyczna się odwdzięczy. Sami sobie taką sławę robicie ludzie stracili do was zaufanie i słusznie bo jak się widzi lekarza który na najmniejsze przeiębienie wypisuje antybiotyki to wiadomo o co chodzi. Przeczytałam pred chwilą artykuł niemieckiego profesora który jest przeciwny szczepieniom, uzasadnia swoją tezę badaniami, w Niemczech szczepienia nie są obowiązkowe jak to wytłumaczysz? Bo chyba nie tym, że tam się nie znają? Chcielibyście leczyc same grypy i zatrucia pokarmowe i gdy się trafi poważniejszy przypadek nie ważne czy to dziecko czy dorosły odsyłany jest od lekarza do lekarza. Taka jest prawda i przekonałam się o tym na własnej skórze. W dodatku pani doktor z poradni w Białymstoku powiedziała do mnie, że trzeba częściej zmieniać ręczniki sugerując, że to moja wina bo nie dbam o higienę dziecka, doprawdy żenujące i tutaj widac jak i w twoim przypadku, lekarze najczęściej obwiniają rodziców, na siebie patrzą bezkrytycznie.
syrenka23 napisała:

> brumbak napisał:
>
> > >. Mozna dodac ważna rzecz: do zjadania roslin nie trzeba przymuszac -
> do
> > zjadania zwierząt - tak!
> > > Nawet wprowadzanie do jadłospisu dzieci mięsa z regułuy wiąże się z
> > sensacjami zołoądkowymi , grymaszeniem. Z rguły przyzwyczajenie dziecka do
>
> > mięsa trwa długo.
>
> Racja !! Do dzis pamietam jak mnie i inne dzieci zmuszano do miesa, mleka
> krowiego, to byly istne tortury przy stole.. I pamietam jeszcze jak z innymi
> dziecmi latalam po ogrodach wiejskich a do zrywania i zjadania owocow nikt
nie
> zmuszal, wrecz przeciwnie, ochoczo sie za nie zabieralismy. Wszystkie moje
> zatrucia pokarmowe i podtrucia wiazaly sie z konsumpcja miesa. Mojej siostry
> syn ma ciezka alergie juz od urodzenia na mieso i wszelkie bialko zwierzece.
> Faktem tez jest, ze dlugoletnie przyzwyczajenia zabiajaja instynkt. Dzieci
> najbardziej bronia sie przed spozywaniem miesa, z wiekiem to zanika i
> przyzwyczajenia biora gore. Przyklady np nalogi jak palenie i alkohol,
> narkotyki, czyli radykalne dzialania wbrew rozsadkowi. Jak widac, nie taki
> czlowiek madry jakby sie wydawalo, skoro dziala wbrew sobie. :)))

Kolejny wegetariański mit. Dzieci nie chcą jeść mięsa z bardzo prostego powodu -
ponieważ jest twarde i włókniste. To rodzice nieświadomie powodują ów wstręt
do mięsa, ponieważ z racji przyzwyczajenia do odrobiny wysiłku przy
przeżuwaniu, nie dostrzegają tego problemu u dziecka. Dziecko zaś jest z natury
leniwe, co uwidacznia się doskonale np. niechęcią powrotu do ssania piersi,
jeśli było przez jakiś czas karmione butelką, a mamusia, żeby było szybciej,
robiła zbyt dużą dziurę w smoczku.
Znam ten problem doskonale, ponieważ sam byłem "mięsnym niejadkiem" i dobrze
pamiętam, z jakiego powodu. Moje dzieci dostawały już mięso odpowiednich
gatunków i przygotowane we właściwy sposób, przez co nie miały kłopotów z
gryzieniem i problem rzekomego "instynktownego" odrzucania miesa nie występował.
Gdyby dzieci posiadały jakiś "instynkt", który podpowiadałby im, co dla nich
dobre i właściwe, nie przepadałyby za słodyczami. To zresztą właśnie upodobanie
do słodkiego ciągnie je do owoców, co Ty tłumaczysz sobie, oczywiście, na swój
sposób.

" mleko acidofilne. Jest to słodkie mleko, nisko schłodzone, do którego
wprowadzono bakterie Lactobacillus acidophilus w ilości 106 komórek / ml.
Umożliwia to picie słodkiego mleka przez ludzi nie akceptujących kwaśnego
smaku, bez ryzyka wystąpienia objawów złego wchłaniania laktozy.
Badania wykazały, że większość szczepów bakterii mlekowych wykazuje aktywność
antagonistyczną w stosunku do niektórych bakterii chorobotwórczych. Wśród
antybakteryjnych substancji wytwarzanych przez bakterie fermentacji mlekowej
wymienić należy: kwas mlekowy, kwas octowy, nadtlenek wodoru (H2O2) i inne
pochodne aktywnej postaci tlenu. Są to substancje odpowiedzialne za tzw.
niespecyficzną inhibicję. Bakterie mlekowe mogą tworzyć ponadto wiele tzw.
specyficznych inhibitorów wzrostu. Szczególnie aktywnym producentem jest
pałeczka Lactobacillus acidophilus wytwarzająca acidolinę, acidofilinę,
laktacynę i laktocydynę, substancje, wykazujące silną antagonistyczną aktywność
w stosunku do szczepów bakterii wywołujących zatrucia pokarmowe (E. coli,
Klebsiella sp., Proteus sp., Salmonella sp., Shigella sp., Pseudomonas sp.,
Staphylococcus sp., Listeria sp. i Vibrio sp.)
Dzięki tym właściwościom bakterie fermentacji mlekowej regulują mikroflorę
przewodu pokarmowego. Ich antybakteryjne działanie znalazło zastosowanie w
praktyce medycznej. Podając doustnie preparaty zawierające Lactobacillus
acidophilus uzyskano wyleczenie chorych na czynnościową biegunkę i ropne
zapalenie okrężnicy oraz skrócenie czasu nosicielstwa pałeczek Salmonella
(pałeczek durowych). Preparaty zawierające pałeczki kwasu mlekowego (LAKCID,
TRILAC) stosowane są także profilaktycznie, aby zapobiec namnażaniu się
bakterii powodujących biegunki jelitowe. U ludzi starszych preparaty te
regulują zaburzenia perystaltyki jelit - leczą w pewnym stopniu uporczywe
zaparcia.
Leczniczo, preparaty zawierające bakterie kwasu mlekowego podaje się w czasie i
po zakończeniu kuracji antybiotykami, aby wyrównać zakłócenia równowagi w
jakościowym i ilościowym składzie flory fizjologicznej przewodu pokarmowego,
przy zapaleniu jelit, przy biegunkach i zatruciach pokarmowych u dzieci i
dorosłych. Są one również przydatne w zapobieganiu tzw.
biegunkom "podróżujących", tzn. biegunkom występującym u turystów z Europy
wyjeżdżających na wycieczki do krajów Afryki i Azji. Okazuje się, że preparaty
te mogą nawet leczyć niektóre biegunki bakteryjne i wirusowe nie poddające się
leczeniu antybiotykami.
U niektórych chorych konieczne jest zastosowanie w leczeniu pewnych postaci
nowotworów złośliwych napromienienia okolicy miednicy. Następstwem takiej
radioterapii są zaburzenia czynności jelit - biegunki związane z nietolerancją
laktozy i upośledzeniem wchłaniania tłuszczy oraz nadmierny rozwój flory
jelitowej. Stwierdzono, że podawanie takim pacjentom produktów zawierających
bakterie mlekowe zmniejsza zaburzenia czynności jelita grubego.
Preparaty zawierające pałeczki kwasu mlekowego (np. Lactobacillus acidophilus)
stosuje się także w leczeniu encefalopatii wątrobowej. Jest to zespół
neurologiczny występujący jako następstwo zatrucia amoniakiem u osób z
upośledzoną czynnością wątroby.
Podczas ostatnich lat wykazano ponadto, że bakterie mlekowe oraz produkty
fermentowane posiadają aktywność przeciwnowotworową. Dzieje się tak, ponieważ
bakterie mlekowe hamują w jelitach rozwój tych bakterii, które wytwarzają b-
glukuronidazę, nitroreduktazę i azoreduktazę czyli enzymy przekształcające
prokarcynogeny w karcynogeny (związki o działaniu rakotwórczym). Okazało się
także, że niektóre szczepy Lactobacillus zdolne są do wykorzystywania azotynów,
co zmniejsza ryzyko powstawania rakotwórczych nitrozoamin.
Pałeczki kwasu mlekowego wzmagają procesy odpornościowe. Dowodem jest
obserwowane zwiększenie poziomu przeciwciał (immunoglobulin) po spożywaniu
dużych ilości jogurtu."

< JUTRO JEST PIERWSZY DZIEŃ Z RESZTY MOJEGO ŻYCIA. CZAS NA ZMIANY! >
Bedac dwa lata temu w Acapulko w eleganckim resorcie zlamalam
sobie raczke, ze tak powiem. Do hotelu przychodzil lekarz, a moze
to byl felczer, co akurat nie mialo znaczenia co do stawiania
diagnozy. Mowil bardzo slabo po angielsku, a ja jeszcze slabiej po
hiszpansku, co tez nie mialo znaczenia. W przypadku innych problemow
mogloby miec znaczenie. Dal mi skierowanie na przeswietlenie, kiedy
zobaczylam tlum oczekujacy na przeswietlenia-zrezygnowalam.
Wrocilam do niego, zeby mi dobrze usztywnil raczke i doczekalam do
powrotu do domu. Kilka lat temu zachorowalam na zatrucie pokarmowe
w jednym z krajow Ameryki Pol., na szczescie w stolicy tego kraju.
Bylismy tam dwa dni, personel hotelowy byl tak mily, ze zawolano
prywatnie lekarke, ktora nawet podala mi kroplowke i zapisala
najnowoczesniejszy lek, ktory przyniosl mi z apteki boy hotelowy.
Wyobrazam sobie moje przerazenie, gdyby to dotyczylo dziecka
kilkumiesiecznego.
Rozsadni rodzice powinni wkalkulowac ryzyko choroby, ale widac
bardziej wkalkulowuja potrzebe zaimponowania, ze juz z takim malym
itd.... Czy rodzice, ktorzy wyjezdzaja z maluchem ubezpieczaja
przynajmniej dziecko na wypadek choroby? Woda z butelki to za malo,
azeby uchronic od bakterii nieprzystosowanego do nich malucha. A co
w wypadku zatrucia pokarmowego, jakis nieokreslonych goraczek i
mnostwa innych chorob, czy przypadkow? A jak z jetlagiem, ktory
nawet doroslym daje sie we znaki?
Pamietam zapalenie jamy ustnej mojej corki w Swinoujsciu, angine
syna w Kolobrzegu, jak zapewne mozna sie zorientowac mialam i
biegla znajomosc krajowego jezyka i pelne ubezpieczenie i dobre
warunki mieszkaniowe, ale umeczylismy sie wielce. Nie watpie, ze na
terenie USA, mozna jezdzic z malenkim dzieckiem.
Moja podroz do Meksyku obejmowala najpierw tydzien zwiedzania, a
potem tydzien w resorcie. Pierwszy tydzien oczywiscie wymagal nie
tylko wielkiej dyscypliny, ale jak wtakich sytuacjach byl bardzo
meczacy. Czy to jest tez przewidziane dla 10-miesiecznej coreczki?
Na plazy zas bylo straszliwie goraco, piasek nie do dotkniecia
stopa, wiec za dnia lezalo sie wokol basenu w cieniu popijajac
niekoniecznie alkohole, lub przebiegalo sie w klapkach do wody.
Zycie zaczynalo sie w okolicach kolacji. A kto zostanie na to nocne
zycie z dzieckiem w pokoju? Co z tego mialoby dziecko?
Wiele tu osob wspomina jakie ma wspaniale dzieci w podrozy
samolotem. Latam duzo, najwiecej dzieci oczywiscie spotykam w
samolotach do Polski i zawsze wiekszosc matek to umeczone,
husiajace, karmiace kobiety, ktorym pomaga tatus. Obydwoje maja
huk roboty. Widocznie mam takiego pecha i nie widuje tych
dzieciatek, co wspaniale znosza podroz. Juz samo slowo "znosza',
swiadczy, ze jest to wbrew ich naturalnemu rytmowi.
Mysle, ze tak dalekie wyjazdy z kilkumiesiecznym dzieckiem sluza
wylacznie checi zaszpanowania znajomym.
Oliveczko, masz wybitna coreczke, ja z moim az 4- letnim wnukiem
bylam szesc dni w Orlando. Po kilku latach z calej podrozy pamieta
wahadlowy tramwaj- pociag na lotnisku w Orlando.
No i wróciliśmy. Kreta piękna, niezapomniane wakacje, ale hotel to
zupełnie inna bajka. My duzo zwiedzilismy sami, malo nas bylo w
hotelu dlatego hotel dal nam w kosc dopiero pod koniec...A bylo tak:
Marawel sky sklada sie z kilku czesci i juz po przyjezdzie
odetchnelismy z ulga gdy okazalo sie ze jestesmy zameldowani w
lepszej czesci hotelu. Klima byla cala dobe (w innych pokojach
centralna 12 godz, ladne duze pokoje z tarasem oraz wygodne lózka).
W innych pokojach male klitki z lózkami wmorowanymi w podłogę,
prysznicem bez zasłonki, czy widokiem na autostrade). My byliśmy w
częsci wyremontowanej. Plus dla miłej pani z recepcji, która
zamieniła pokoje, gdy ktoś chciał.
Minus hotelu to zaniedbany ogród oraz fatalna obsługa kelnerska.
Nikt nie pisał o tym, że jedzenie w tym hotelu jest fatalne, ale ja
to musze napisać. Menu było codziennie takie samo, dla dzieci brak
produktów. W hotelu rodziny głównie z dziećmi, więc to jeszcze
większy minus. Posiłki w postaci szwedzkiego stołu rozpoczynały się
od awantury z gestapo (szefowa kelnerek zbierająca zamówienia na
napoje), która upierala sie, ze spodnie maja być dlugie, jak cala
sala przychodzila w krotkich...
Po tych incydentach rozpoczynaliśmy polowanie na zastawę stołową.
Brak łyżeczek, miseczek itp...
Jak już mielismy miseczke to na sniadanie bylo: mleko na zimno,
kawa, herbata, ciasto piaskowe, jajko na twardo lub jajecznica lub
sadzone, parówki (nie jadalne), 4 rodzaje dżemu, miod, pomidor,
ogorek, mortadela (nie jadalna),ser zolty, feta, płatki zwykłe
(najgorszy gatunek) i tak w dzien w dzień.
Kolacja bardziej urozmaicona, ale trzeba było uważać, bo zawsze było
coś niesmacznego oraz zapsutego!!!Ciągnące ogórki, skisła marchew to
codzienność. Przeszliśmy przez zatrucia pokarmowe, zanim się
zorientowaliśmy, że to hotelowe żarcie.
Deser to galaretka, ciasto -codziennie to samo, albo owoc -melon,
arbuz, jablko, nektaryna, brzoskwinia – każdego dnia inny).
Nie mieliśmy zastrzeżen do czystości w pokojach, ale pani sprzątały
np. o 14, co było lekko uciążliwe, bo to akurat pora naszego spania.
W tych godzinach basen (czysta woda) pustoszał i goście rozchodzili
się po pokojach.
Jak już jestem przy basenie, to leżaki owszem są, ale żeby je zdobyć
proponuję wstawać codziennie o 8 i zajmować ręcznikiem, bo potem na
wszystko do wieczora zajęte.
Reasumując, hotel w super miejscu, blisko przystanek autobusowy,
dużo tawern i deptak, plaża ładna, mało ludzi nad morzem i ogólnie
okolica oki. Proponuję ten hotel dla tych którzy dużo czasu spędzają
na zwiedzaniu. W hotelu była dyskoteka oraz wieczór grecki,
nastawiony na kaskę z barku. Opcja ALL w ogóle bez sensu, bo trzeba
się dożywiać w tawernach, żeby nie mieć sensacji brzusznych…
Najlepiej jest wykupić pokój w nowej części z aneksem kuchennym bez
wyżywienia, chodzic na posilki do tawern (pyszne jedzenie za 2x
mniejsze pieniądze niż w hotelu) jeść co się chce i kiedy. Polecamy
tawerne za wypożyczalnią samochodów Graco, pod drzewkami i z Grekiem
dodającym pyszne desery i trunki gratis. W wypożyczalni Graco sa
samochodziki – nówki sztuki i po negocjacjach można wypożyczyć autko
za mniej na 4-5 dni niż jedna wycieczka z necermana dla całej
rodziny.
Jeśli będą pytania chętnie odpowiem.
ŁKS i Widzew.
Piotrkowska.
Manufaktura.
Prezydent:>

Już to dziś wklejałam, ale jest takie znamienne, że wrzucę i tu. Opinia
człowieka z zewnątrz o naszym mieście:)

Proszę.
Piotr Czerski:

łódź to miasto w najbardziej centralnej polsce - co można rozumieć wielorako i
tak właśnie rozumieć to należy. w łodzi występują piękne kobiety, liczne na
ulicach (przy czym jest ich chyba więcej niż w jakimkolwiek mieście w jakim dane
mi było przebywać), a nieliczne na deskach teatrów. zresztą wyjątkowo licznych.
poza tym łódź odznacza się sprawną komunikacją miejską, słynnym pogotowiem
ratunkowym, na którego widok niektórzy ukradkowo się żegnają, nietypowymi
metodami przechowywania potomstwa, radykalnymi sposobami rozpędzania tłumu przez
policję i kontrastami architektonicznymi. kontrasty polegają na tym, że miasto
jest zasadniczo brzydkie jak nieszczęście, ale od czasu do czasu piękne jak
nieszczęście sąsiada.

w łodzi istnieją dwa kluby piłkarskie. jeden nazywa się widzew, a drugi łks.
różnica między łodzią a innymi miastami, w których istnieją dwa kluby
piłkarskie, polega głównie na tym, że gdzie indziej zbiory obelg ciskanych przez
kibiców zantagonizowanych klubów są rozłączne. jedni to policyjne psy, drudzy
..e ku.., albo na odwrót. w łodzi kibice obu klubów wyzywają się wzajemnie
od żydów. w szczególności polega to na tym, że jedni piszą na murach łks -
wojownicy łódzkiej ulicy, widzew-żydzew, a drudzy widzew - wojownicy łódzkiej
ulicy, łks żydy. prawda zapewne leży pośrodku, co nikogo nie urządza.

piłka nożna jest w łodzi bardzo popularna, szczególnie wśród dzieci. dzieci
grają w piłkę wszędzie, gdzie to możliwe - przy czym w łodzi możliwe jest nawet
tam, gdzie w innym mieście nie byłoby możliwe wcale. na przykład na środku
ruchliwej ulicy, przez którą przebiegają trzy linie tramwajowe. kiedy piłka
wpada pod tramwaj najmniejsze z dzieci biegnie za nim do najbliższego
przystanku. tam wyciąga piłkę włażąc pod właściwy wagon. na moich oczach żadne
nie zginęło, więc możliwe, że to tutaj przyjęte.

właściciel domu, w którym wynajmuję mieszkanie, nazywa się (mniej więcej)
rozenkranc. nie pytałem pana rozenkranca, z którym klubem trzyma, bo pan
rozenkranc nie wygląda raczej na wojownika łódzkiej ulicy. pan rozenkranc jest
natomiast z pewnością żywym dowodem na słuszność stereotypów. to znaczy, że jest
czarniawy, szybki (i uczciwy) w interesach i posługuje się językiem polskim w
sposób książkowy. przy czym nie mam tutaj na myśli pana tadeusza ani powieści
jerzego pilcha, ale takie książki, w których występują bohaterowie o nazwiskach
podobnych do rozenkranc. moją ulubioną jak dotąd wypowiedzią pana rozenkranca
jest droga pani - ja w tej firma nikt nie jest, ja w tej firma jest tylko od
dawać pieniądz.

mieszkanie od pana rozenkranca wynajmuję wespół z konkubiną moją zofią, którą
gdyby ktoś spotkał na mieście to proszę pozdrowić. ja nie mogę, ponieważ
konkubina moja zofia uczestniczy obecnie w przemiłym rytuale studentów szkół
aktorskich. rytuał nazywa się fuksówka i polega na tym, że studenci drugiego,
trzeciego i czwartego roku udają, że pomiatają pierwszoroczniakami i że zmuszają
ich do spędzania pięciu do dziesięciu godzin w teatrze, po uprzednim spędzeniu
dziesięciu do dwunastu godzin na uczelni. z kolei pierwszoroczniacy udają, że
dają sobią pomiatać i że spędzają w teatrze pięć do dziesięciu godzin każdego
dnia nie wyłączając niedziel. i że przez to nie mają czasu na sen. ja natomiast
udaję, że bardzo nieładnie myślę o studentach drugiego, trzeciego i czwartego
roku, o ich mamusiach, siostrach i przyszłych córkach - i że najchętniej
porozwalałbym wszystkim studentom drugiego, trzeciego i czwartego roku głowy
przy użyciu broni palnej, siekier, kryształowych wazonów lub artykułów
gospodarstwa domowego. to udawanie wychodzi mi na tyle sugestywnie, że być może
powinienem sam zdawać na wydział aktorski.

w łodzi jest ponadto uniwersytet, który nazywa się łódzki. na tym uniwersytecie
można studiować na wielu kierunkach, między innymi na filozofii. instytut
filozofii mieści się kilometr od mieszkania, które wynajmuję od (itd.) wespół z
(itp.). studiowanie filozofii na uniwersytecie łódzkim, bez konieczności
dojeżdżania na zajęcia autobusem (dziesięć minut) i kolejką skm (pięćdziesiąt
pięć minut) byłoby niewątpliwie przyjemnością, gdyby nie to, że ze względu na
różnice w wymiarze godzinowym prawdopodobnie będę musiał powtarzać dwa
przedmioty. te dwa przedmioty to historia filozofii starożytnej i historia
filozofii średniowiecznej. przypadkowo są to dwa najważniejsze przedmioty,
zbiegiem okoliczności najobszerniejsze materiałowo i ślepym trafem darzone
przeze mnie sympatią porównywalną do tej, jaką darzę ostre zatrucia pokarmowe,
ciepłą wódkę albo leszka millera. leszek miller, swoją drogą, też jest z łodzi.
W odleglych bezdzietnych czasach potrafilam spakowac sie w maly plecaczek -
ech, gdzie te czasy )) Rok temu pakowalam sie na splyw z moimi dziecmi -
tylko dla 7 miesiecznego synka zabralam walizke! ubranek - nie wiem jak mi sie
to udalo - balam sie, ze bedzie padac i biedak nie bedzie sie mial w co
przebrac...
A oto moja lista:
· Podręczna torba lub niewielki plecak (funkcję tę częściowo może pełnić
kieszeń w nosidle na stelażu), a w środku:
· pieluszeki jednorazowe (5-6),
· wilgotne chusteczki,
· maść na rumień pieluszkowy,
· tetrowe pieluchy (2-3),
· ubranie na zmianę (2 komplety),
· przekąski i napoje (
· miseczka i łyżeczka,
· coś do zabawy,
· leki, które dziecko stale przyjmuje.

· Przybory do higieny osobistej
· Nocnik - jeśli jest niezbędny.
· Ubranka, najlepiej bawełniane (np. na 2-3 tygodnie letnich wakacji dla
rocznego dziecka):
· koszulki T-shirty i body (6),
· kombinezony do spania (2),
· spodenki (3),
· rajstopki (2),
· skarpetki (5),
· czapeczki (2),
· swetry (2),
· kurtka - najlepiej z polaru (lekka i szybko schnie - 1),
· płaszczyk przeciwdeszczowy (1),
· sandały (1),
· kalosze (1).
Dla dziecka starszego dodatkowo:
· bielizna (5),
· pidżama (2),
· dres (1),
· spodnie długie (2),
· szorty (2),
· strój kąpielowy (1),
· tenisówki (1).
· Kocyk, poduszeczka, prześcieradło.
· Śpiwór,
· Moskitiera lub gęsto tkana firana
· Kawałek grubej plastykowej folii.
· Naczynia do jedzenia i picia
· Żelazny zapas znanego dziecku jedzenia.
· Niewielka miska/dmuchany basenik
· Wieloczynnościowy scyzoryk, igła i nici, agrafki, 5-6 m sznurka, klamerki do
bielizny, latarka z zapasowymi bateriami i żarówką.
· Termos z szerokim wlotem oraz kubeczkiem.
· Sprzęt fotograficzny i filmy, kamera.
· Telefon komórkowy z ładowarką.

Apteczka (ale to taki sklad, gdy wiem, ze nie bedzie dostepu do apteki i
lekarza, na wyjazd w Polske zabralym duzo mniej rzeczy)

1. Termometr
2. Pinceta
3. Nożyczki
4. Sterylna strzykawka i igły
5. Bandaże szer.10 i 5 cm
6. Gazy jałowe 2 szt.
7. Gaziki odkażające 5 szt.
8. Plaster bez opatrunku
9. Plaster z opatrunkiem
10. Wilgotne chusteczki do przecierania pupy i rąk dziecka
11. Hemostin spray - na drobne skaleczenia zamiast plastra

Środki zewnętrzne:
1. Krem z filtrem przeciwsłonecznym
2. Panthenol w spray'u
3. Dermosan krem
4. Środek odstraszający komary
5. Fenistil
6. Spirytus salicylowy
7. Jodyna - na drobne skaleczenia

Środki wewnętrzne:
1. Czopki lub syrop przeciwgorączkowy, np. Paracetamol
2. Euforbium compositum oraz maść majerankowa na katar
3. Oscillococcinum na przeziębienie
4. Cukierki przeciwkaszlowe
5. Wapno - działa przeciwuczuleniowo
6. Krople żołądkowe
7. Węgiel aktywowany na zatrucia pokarmowe
8. Nifuroksazyd
9. Imodium, niewskazane dla dzieci poniżej 4 roku
10. Smecta
11. Gastrolit

Hłe, hłe - chcę wybrać się w lecie z moją dwójką sama w góry - ciekawe jak
miałabym to wszystko dźwigać, z moim 13 kg Mateuszkiem włącznie ))

To miłego pakowania
Gdy boli życie
„Najpierw emigrantom coraz bardziej obce staje się ciało; mają bóle w krzyżu,
skurcze w mięśniach, kolki w piersiach. Miewają nieuzasadnione napady lęku,
niepewności, obaw. Boli ich często głowa, przeziębiają się raz po raz, chorują
na coś, o istnieniu czego dowiadują się po raz pierwszy od lekarza, który
stawia diagnozę bez dokładnego przebadania. Nie pobiera krwi, nie osłuchuje
klatki piersiowej, nie przepisuje żadnych lekarstw. Po wywiadzie środowiskowym
lekarz, w zależności od danych jakie uzyskał, zaleca spokojny tryb życia, inną
dietę, podjęcie aktywności zawodowej albo zaprzestanie niesatysfakcjonującej
lub zbyt ciężkiej pracy. Zaleca konsultacje u psychologa lub psychiatry
w poważniejszych przypadkach”- opisuje Podemska.

Ból fizyczny bardzo często jest wynikiem stałego napięcia psychicznego, jakie
towarzyszy nam w pokonywaniu trudów życia na emigracji. Często ten sygnał
naszej duszy jest ignorowany lub źle interpretowany. Zaczynamy odwiedzać
następnych lekarzy, po kolei oskarżając ich o dyletanctwo i niezrozumienie. -
Przed wyjazdem byłem zdrowy jak koń. Tu posypało się wszystko. Przeziębienie
goni przeziębienie, często mam zatrucia pokarmowe.

Każdy wyjazd do Polski to pielgrzymka po lekarzach. Wracam obładowany lekami
i historia znów się powtarza - opowiada Andrzej, stypendysta jednego
z naukowych programów, który umożliwił mu zaliczenie semestru na Wiedeńskim
Uniwersytecie. Andrzej nie myśli o wizycie u psychologa. Winą obarcza złą
pogodę i nadmiar nauki. Wierzy, że poradzi sobie sam.

Podobnego zdania jest Marta, chociaż ostatnio zaczyna w to wątpić. – Miałam
wyjść po zakupy. Kiedy byłam już przy drzwiach, dopadł mnie jakiś irracjonalny
lęk, że sobie nie poradzę. Stałam jak skamieniała, a przed oczami miałam obrazy
tłumu przez jaki będę musiała się przecisnąć w tym sklepie. W końcu wysłałam
sms do chłopaka, żeby zrobił zakupy, bo źle się czuję. Okłamałam go, że
strasznie boli mnie żołądek. Chociaż nie miałam kolejnego „ataku” tego typu,
wciąż boję się, że nadejdzie i już nie odpuści, a ja skończę w szpitalu dla
psychicznie chorych...- zdradza swoją najskrytszą tajemnicę.

Strach przed opuszczeniem mieszkania pojawił się również u jednej z bohaterek
książki Krystyny Piotrowskiej- Breger. Pani Łącka wyjechała do Stanów z całą
rodziną. Mąż od razu podjął pracę, ona miała najpierw zająć się urządzeniem
domu i opieką nad dwójką dzieci. Kiedy wszystko układało się według planów
i przyszedł czas na szukanie przez nią pracy, pojawił się ostry kryzys. „Coraz
bardziej lekceważyła obowiązki domowe, zaniedbywała samą siebie, cierpiała na
bóle głowy, których dotąd nie miała, zaczęła narzekać na bezsenność. Przestała
jeść, bo uważała, że nie zasługuje na jedzenie. Wreszcie przestała wychodzić
z łóżka.” Za namową męża trafiła w końcu do lekarza. Diagnoza była
natychmiastowa- depresja.

Depresja jest reakcją na stres, który pojawia się w wyniku intensywnego wysiłku
fizycznego i psychicznego. Takim wysiłkiem jest organizowanie życia na
emigracji, próba odnalezienia swojego miejsca. Każdy z nas ma inny próg
odporności, a piętrzące się problemy, niepowodzenia po kolei pokonują kolejne
tamy ochronne w naszej psychice.

Dla innej bohaterki książki Ameryka to nie tak miało być powodem depresji stała
się mało satysfakcjonująca praca. „Pani Sypniewska nie może zaakceptować faktu,
że pracodawczynie traktują ją wyłącznie jako sprzątaczkę.
Bierze czasem uspokajające leki, uczy się angielskiego, wraca myślami do
warunków w Polsce. Nie lubi Ameryki, ale do Polski nie zamierza wracać.
Przecież „wygrała los na loterii”.

Los na loterii czy też przekleństwo?- chciałoby się zapytać. Niestety,
pokutujące w Polsce przekonania o dobrobycie na Zachodzie czy też złotym śnie
o Ameryce wciąż zbierają żniwo wśród słabszych psychicznie.

Jak bowiem samemu obalić ten mit i wrócić do Polski?
Jak dobrowolnie postawić się w roli nieudacznika, ofiary losu?

Nie pomaga też w tym mieszkająca w Polsce rodzina, która bagatelizuje nasze
problemy i kwituje je: „ Na pewno sobie poradzisz. Wiesz ile ludzi chciałoby
być na twoim miejscu?”. Zapewne niewielu, ale tego mieszkający w Polsce nie
chcą wiedzieć. Zamiast pocieszenia emigrant zostaje więc wręcz wypchany przez
najbliższych w „krainę mlekiem i miodem płynącą”, z której najchętniej by
uciekł, nie oglądając się za siebie. Na tym etapie przychodzi też nowa
refleksja, że rodzina i przyjaciele z Polski już go nie rozumieją. Nie należy
już do tamtej rzeczywistości, do tej również nie... Dla niektórych zaczyna się
prawdziwy dramat: ”Dziewczynka większość czasu spędzała z matka. Była obecna
przy różnych domowych czynnościach - gotowaniu, sprzątaniu, prasowaniu. Przy
wszystkich tych i innych czynnościach towarzyszyła pani Kawkowej obsesyjna
idea - zabić córkę. Nadawały się do tego wszystkie domowe sprzęty- sznur od
żelazka - do jej uduszenia, nóż- do śmiertelnego ugodzenia, napuszczona do
wanny woda- do jej utopienia. Po takim spokojnym wyjaśnieniu na jednej z sesji
terapeutycznych, pani Kawkowa równie spokojnie stwierdziła, że nie wie,
dlaczego dotąd tego nie zrobiła i nie wie też, dlaczego też chce to zrobić”-
relacjonuje w swej książce Krystyna Piotrowska- Breger.
Jak okazało się w trakcie terapii, pani Kawkowa podświadomie uznała, że
mordując własną córkę, oszczędzi jej własnych cierpień, których doświadczała
w obcym kraju...
Być może masz rację....
> Tylko co z tego?
> Bezmyślnym naśladownictwem jest zatem również przestrzeganie np. dekalogu.

Tyle, że zasady dekalogu pomijając punkty "boskie" o jedynej słuszności danego
boga, są zasadami zapewniającymi stabilność istnienia każdego społeczeństwa w
każdym miejscu globu. Zasady "mięsne" są wyniesione z krajów gorących, gdzie
wprowadzono je by ograniczyć zatrucia pokarmowe, tyle, że zrobiono z tego
doktrynę religijną (lub zrobiła się taką przez lata i niezrozumienie przyczyn
jej wprowadzenia). Podobny numer mają świadkowie Jehowy z przetaczaniem krwi.
Ktoś sobie zinterpretował mętny zapis biblijny o krwi (bodajże w XIX wieku) a
cała reszta prędzej umrze albo dopuści do śmierci dziecka niż da przetoczyć
sobie krew.

>
> Nie zabijaj - mówili tak, bo mieli niz demograficzny - kiedy populacja
wzrasta, to mozna wycofać ten 'zabobon'
> Czy to chcesz powiedzieć?
>
Patrz wyżej !

Czy dla ciebie jedzenie wieprzowiny czy innego mięsa i zasada "nie zabijaj" to
ten sam poziom abstrakcji ? Chyba coś nie trafiłeś z argumentem !

> Religia to jest zbiór jakichś reguł, według których należy zyć - jeśli je
zmieniasz, to tworzysz nowa religię.

To jak jakiś kretyn wymyśli religię wymagającą chodzenia na rękach między 12 i
16 w dzień oraz przy oddawaniu moczu to też będzie zgodne ze zdrowym
rozsądkiem ?
Muzułmanom przeszkadza świnina w zupie ale nie przeszkadza im, że np. bombą z
gwoździami (niedezynfekowanymi i zardzewiałymi !) pozbawią dziecko czy
dorosłego wzroku, ręki lub życia !
Przeciwnicy zabijania dzieci poczętych (dawniej aborcja) zabiją lekarza
(naruszając zasadę nie zabijaj).
Jeszcze inny będzie bronił świętości krowy, jeszcze inny świętego obrazka
posuwając się do czynów okrutnych.
TO JEST SCHIZOFRENIA, KTÓRĄ LUDZIE SOBIE SAMI SERWUJĄ !

> Rodzi sie zatem pytanie:
> Czy jestes Bogiem, czy znasz jakiegoś, do którego doprowadzą Twoje praktyki
> tych ludzi ?

Ja wyznaję zasadę nie zmuszania nikogo do "chodzenia na rękach" w imię
wymyślonych set lat temu jakichś zasad, które się nijak mają do warunków w
jakich żyjemy. Na tej samej zasadzie można zakazać zdobywania wiedzy, bo się
nie zgadza z Biblią (to już zdaje się przerabialiśmy), teraz znów Koran usiłuje
narzucać swoje zasady, potem znów coś innego będzie.

Jedzenie tej zupy zdaje się nie jest przymusowe ?

Być może masz rację....
> Tylko co z tego?

Nic, na brak myślenia i umiejętności analizowania nie wymyślono jeszcze
lekarstwa.
Najgorsze jest to, że zamiast nauczać zasad życia naucza się zasad, którą ręką
się żegnać by żyć po śmierci.

>
> Jeśli nie, to może nie poprawiaj systemów religijnych wymyślonych przez
> mądrzejszych od Ciebie, a jedynie dostosuj sie do nich, albo nie.

A skąd wiesz, że mądrzejszych ? Popatrz na dzisiejsze mody, to religia w
miniaturze - młodzi gotowi są zabijać się, o to który dupek wyjący ze sceny
jest lepszy albo, który zespół sportowy (z tych dwóch z 3 ligi) jest bardziej
godny rozbicia komuś za to głowy czy wbicia mu w plecy kawałka wyłamanej ławki.

Do czego ja mam się dostosowywać do wymyślonych postaci, które na każdym
obrazie wyglądają innaczej ? Do Matki Boskiej o 100 twarzach i odcieniach
skóry ?
Mam się zgadzać na to, że ludzie są poniewierani, opluwani, dręczeni, zabijani
w sposób okrutny w imię jakichś wymyślonych setki czy tysiące lat temu
przepisów (wymyślonych do aktualnych panujących tam warunków) lub ich wątpliwej
interpretacji ?
Ja nikogo nie dręczę, nie zabijam i żądam tego samego od innych jakimikolwiek
zasadami się nie kierują !

> Ale brak szacunku dla ludzi, którzy pragną zyc tak, jak uważają za słuszne,
raczej na dobre Ci nie wyjdzie, bo znajdzie sie zawsze wieksza grupa ludzi,
ktra nie bedzie chciał uszanowac Twoje autonomii religijnej i zmusi np. do
zjadania goowna - bo ICH światpogląd tego nie zabrania, a Ty masz sie
dostosować.

Jak na razie to nikt nikogo nie zmusza do jedzenia tej zupki jeżeli do tego
pijesz ! To jest dobrowolna zupka !

Jak kto jest głodny to je wszystko co dają a nie wybrzydza, że "woda na pustyni
tak ale tylko z sokiem malinowym".
Teraz jeszcze się powinni oburzyć jarosze, wegetarianie, będący na diecie czy
jedzący tylko ślimaki winniczki i tylko z Polski.
Może po prostu nie są jeszcze wystarczająco głodni !

>
> Szacunek - ot i wszystko co tu jest potrzebne.
> I nie zadawaj pytania 'a oni sznuja'? Bo jeśli Ty sie go nie nauczysz, to nie
> masz prawa wymagac go od innych.
>
A co to ma wspólnego z szacunkiem ? To jest zupa pozwalająca PRZEŻYĆ a nie
płatna restauracja gdzie możemy wybrzydzać, że zupa ma nie tę temperaturę czy
nie ten skład surowcowy ! Komuś się w główce pomieszało i tyle !
Niedługo zaczną narzekać, że muszą chodzić do punktu wydawania zupy a nie
dostają jej do miejsca pobytu !
-Witaj. Po przeczytaniu twojego postu pomyślałam, że możesz spróbować podnieść odporność za pomocą mleka acidofilnego. Jest pyszne, niedrogie(2zł/400ml.), dostępne w supermarketach. Spróbój, może akurat okaże się pomocne i skuteczne w podnoszeniu odporności. Pozdrawiam i życzę powrotu zdrowia i dobrego samopoczucia.

" mleko acidofilne. Jest to słodkie mleko, nisko schłodzone, do którego wprowadzono bakterie Lactobacillus acidophilus w ilości 106 komórek / ml. Umożliwia to picie słodkiego mleka przez ludzi nie akceptujących kwaśnego smaku, bez ryzyka wystąpienia objawów złego wchłaniania laktozy.
Badania wykazały, że większość szczepów bakterii mlekowych wykazuje aktywność antagonistyczną w stosunku do niektórych bakterii chorobotwórczych. Wśród antybakteryjnych substancji wytwarzanych przez bakterie fermentacji mlekowej wymienić należy: kwas mlekowy, kwas octowy, nadtlenek wodoru (H2O2) i inne pochodne aktywnej postaci tlenu. Są to substancje odpowiedzialne za tzw. niespecyficzną inhibicję. Bakterie mlekowe mogą tworzyć ponadto wiele tzw. specyficznych inhibitorów wzrostu. Szczególnie aktywnym producentem jest pałeczka Lactobacillus acidophilus wytwarzająca acidolinę, acidofilinę, laktacynę i laktocydynę, substancje, wykazujące silną antagonistyczną aktywność w stosunku do szczepów bakterii wywołujących zatrucia pokarmowe (E. coli, Klebsiella sp., Proteus sp., Salmonella sp., Shigella sp., Pseudomonas sp., Staphylococcus sp., Listeria sp. i Vibrio sp.)
Dzięki tym właściwościom bakterie fermentacji mlekowej regulują mikroflorę przewodu pokarmowego. Ich antybakteryjne działanie znalazło zastosowanie w praktyce medycznej. Podając doustnie preparaty zawierające Lactobacillus acidophilus uzyskano wyleczenie chorych na czynnościową biegunkę i ropne zapalenie okrężnicy oraz skrócenie czasu nosicielstwa pałeczek Salmonella (pałeczek durowych). Preparaty zawierające pałeczki kwasu mlekowego (LAKCID, TRILAC) stosowane są także profilaktycznie, aby zapobiec namnażaniu się bakterii powodujących biegunki jelitowe. U ludzi starszych preparaty te regulują zaburzenia perystaltyki jelit - leczą w pewnym stopniu uporczywe zaparcia.
Leczniczo, preparaty zawierające bakterie kwasu mlekowego podaje się w czasie i po zakończeniu kuracji antybiotykami, aby wyrównać zakłócenia równowagi w jakościowym i ilościowym składzie flory fizjologicznej przewodu pokarmowego, przy zapaleniu jelit, przy biegunkach i zatruciach pokarmowych u dzieci i dorosłych. Są one również przydatne w zapobieganiu tzw. biegunkom "podróżujących", tzn. biegunkom występującym u turystów z Europy wyjeżdżających na wycieczki do krajów Afryki i Azji. Okazuje się, że preparaty te mogą nawet leczyć niektóre biegunki bakteryjne i wirusowe nie poddające się leczeniu antybiotykami.
U niektórych chorych konieczne jest zastosowanie w leczeniu pewnych postaci nowotworów złośliwych napromienienia okolicy miednicy. Następstwem takiej radioterapii są zaburzenia czynności jelit - biegunki związane z nietolerancją laktozy i upośledzeniem wchłaniania tłuszczy oraz nadmierny rozwój flory jelitowej. Stwierdzono, że podawanie takim pacjentom produktów zawierających bakterie mlekowe zmniejsza zaburzenia czynności jelita grubego.
Preparaty zawierające pałeczki kwasu mlekowego (np. Lactobacillus acidophilus) stosuje się także w leczeniu encefalopatii wątrobowej. Jest to zespół neurologiczny występujący jako następstwo zatrucia amoniakiem u osób z upośledzoną czynnością wątroby.
Podczas ostatnich lat wykazano ponadto, że bakterie mlekowe oraz produkty fermentowane posiadają aktywność przeciwnowotworową. Dzieje się tak, ponieważ bakterie mlekowe hamują w jelitach rozwój tych bakterii, które wytwarzają b-glukuronidazę, nitroreduktazę i azoreduktazę czyli enzymy przekształcające prokarcynogeny w karcynogeny (związki o działaniu rakotwórczym). Okazało się także, że niektóre szczepy Lactobacillus zdolne są do wykorzystywania azotynów, co zmniejsza ryzyko powstawania rakotwórczych nitrozoamin.
Pałeczki kwasu mlekowego wzmagają procesy odpornościowe. Dowodem jest obserwowane zwiększenie poziomu przeciwciał (immunoglobulin) po spożywaniu dużych ilości jogurtu.
Znane jest ryzyko zawału mięśnia sercowego związane ze zbyt wysokim poziomem cholesterolu we krwi. Prowadzone badania wykazały, że spożywanie mlecznych napojów fermentowanych obniża stężenie cholesterolu. Zaobserwowano m.in., że Masajowie (szczep w Afryce Środkowej) mają względnie niski poziom cholesterolu mimo, że ich codzienna dieta jest bogata w cholesterol. Naukowcy wiążą to codziennym spożywaniem przez nich sfermentowanego mleka. Mechanizm działania hipocholesterolomicznego sfermentowanego mleka i preparatów bakterii kwasu mlekowego nie jest w pełni wyjaśniony. Przypuszczalnie jest to następstwem zmniejszonego wchłaniania cholesterolu z jelit.
Wykazanie terapeutycznych właściwości bakterii mlekowych spowodowało intensywny rozwój produkcji mlecznych napojów fermentowanych. Mamy pod ręką tanie i całkowicie bezpieczne środki, przy pomocy których możemy leczyć liczne schorzenia. Można je podawać przez wiele miesięcy, praktycznie latami, bez obawy działań ubocznych."

-
< JUTRO JEST PIERWSZY DZIEŃ Z RESZTY MOJEGO ŻYCIA. CZAS NA ZMIANY! >

>